Nocni goście
Budzi Cię głośne pukanie do drzwi. Spokojnie spoglądasz na zaciągniętą zasłonkę w oknie sypialni, po czym powoli wstajesz i wychodzisz z pokoju. Przechodząc przez korytarz, zerkasz przez okno. Widzisz dom w płomieniach i ludzi biegających dookoła. Nie jesteś zaskoczony. Po rychłej śmierci sąsiadów wiedziałeś, że ten dom długo nie postoi.
Idziesz dalej. Z pokoju gościnnego dobiega chrapanie, w kuchni ktoś się krząta, w toalecie ktoś płacze. Jeszcze kilka dni temu mieszkałeś sam. Teraz czujesz się, jakbyś żył w akademiku, otoczony gromadą ludzi, z którymi nic Cię nie łączy poza wspólnym problemem.
Mijasz kolejne okno. Wiesz, że ktokolwiek puka do drzwi, będzie tam jeszcze długo stał. Na polu widzisz szaleńca trzymającego broń. Nie strzela, ponieważ amunicja dawno mu się skończyła. Czy to przez niego płonie dom sąsiadów? A w sumie… co Cię to obchodzi? To nie Twoja wina, że ktoś nie potrafił odnaleźć się w „nowej rzeczywistości”.
Podchodzisz do drzwi i zerkasz przez judasza. Po drugiej stronie stoi wysoki mężczyzna. Grymas na jego twarzy przypomina uśmiech, ale ludzie tak się nie uśmiechają. Tak uśmiecha się ktoś, kto nigdy wcześniej tego nie robił. A może to wcale nie uśmiech? Może pokazuje Ci zęby, żebyś wiedział, z kim masz do czynienia? W telewizji mówili, że zęby są ważne. Zęby… oczy… pachy…
No, I’m not a Human przenosi nas w świat pełen paranoi i nieustannego kwestionowania wszystkiego, co nas otacza, w tym nawet nas samych. Całym naszym światem staje się niewielki dom, do którego co noc przychodzą ludzie szukający pomocy i schronienia, podczas gdy na zewnątrz panuje chaos. Nie wiadomo, z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Każdy mówi co innego, a informacje płynące z radia i telewizji brzmią jak propagandowa papka. Dlatego chowamy się w czterech ścianach i wiemy jedno: za wszelką cenę nie opuścimy tego miejsca.
Rozgrywka jest prosta. Nocami odwiedzają nas goście, z którymi rozmawiamy. Możemy im pomóc, najczęściej przez wpuszczenie ich do środka albo poprosić, by opuścili ganek. Nigdy jednak nie mamy pewności, kim naprawdę jest osoba stojąca po drugiej stronie drzwi ani czy będzie z nami współpracować. Za dnia poruszamy się po domu i wchodzimy w interakcje z wcześniej zaproszonymi gośćmi. Opowiadają o swoim życiu, proszą o dalszą pomoc, ostrzegają nas lub sami oferują wsparcie. To właśnie te historie pozwalają lepiej poznać otaczający świat. Są smutne, wesołe lub niepokojące. Wprowadzają nas w stan ciągłego napięcia albo na chwilę pozwalają oderwać myśli od katastrofy dziejącej się za oknami – tej, która powoli wdziera się również do naszej głowy.
Główna linia fabularna pozostaje stała, jednak to, kogo wpuścimy do środka, ostatecznie decyduje o tym, dokąd historia nas zaprowadzi. Zakończeń jest kilka, ale sądząc po tonie gry, trudno uznać którekolwiek z nich za pozytywne.
Grę polecam przede wszystkim za świetnie napisane postacie, które wwiercają się w pamięć i bardzo długo nie chcą jej opuścić.